Ostatnio dosyć rzadko zaglądam na strony polskich gazet, trochę dlatego, że w polityce zrobiło się jakby normalniej a trochę z powodu wyobcowania. Nie da się bowiem ukryć, że po ośmiu latach spędzonych poza Polską tamtejsza rzeczywistość jest dla mnie coraz bardziej niezrozumiała. Mimo to od czasu do czasu staram się zerkać na jakieś wiadomości znad Wisły, żeby nie wpaść w zupełną ignorancję. Kiedy przy porannej kawie wszedłem na stronę Wyborczej zauważyłem dwa newsy, które sprawiły, że dziś popełnię wpis na tematy polityczne.
Wiadomość pierwsza: Lech Kaczyński, czyli człowiek, którego z niezrozumiałych dla mnie powodów Polacy wybrali na swojego prezydenta, postanowił obrzucić błotem Lecha Wałęsę. Brzydzę się Kaczyńskimi odkąd pojawili się ze swoją nawiedzoną inkwizycją i mam nadzieję, że to już łabędzi śpiew szalonych bliźniaków, ale tego typu ataki uważam za wyjątkowy cynizm. Oto Kaczyński, człowiek który za PRL-u siedział sobie na ciepłej państwowej posadce na Uniwersytecie Gdańskim i powoływał się w swojej pracy doktorskiej na Lenina, postanowił w imę swoich kompleksów oczernić i zniszczyć legendę Lecha Wałęsy. Wiem, że Kaczyński, tak jak Wałęsa, też był opozycjonistą, ale u licha znaj proporcjum mocium Panie… Czym innym jest doradzanie robotnikom i kolportowanie podziemnych pisemek w swoim uniwersytecie a czym innym publiczne rzucanie wyzwania komunitstycznej władzy jako szef niezależnego związku zawodowego. Do dzisiaj Wałęsa jest jedynym, obok Jana Pawła II, człowiekiem którego w większości krajów kojarzy się z Polską i to bardzo pozytywnie. Polska ma tak mało dobrych wzorców i dobrego PR-u, że serce się kraje na myśl, że nawet obraz Wałęsy zostanie zniszczony w imię polskiego bagienka i dużego ego małego człowieczka na prezydenckim stołku. Wstyd tym większy, że Kaczyńscy zdążyli swoimi chorymi wizjami mocno nadszarpnąc wizerunek Polski podczas swoich bliźniaczych rządów. Jak widać spiskowe teorie dziejów i nienawiść do Wałęsy są silniejsze niż polska racja stanu. Póki co pozostaje czekać i mieć nadzieję, że Polacy wybiorą następnym razem normalnego prezydenta. I zacierać z satysfakcją ręcę widząc, że Wałęsa się nie poddaje. A do tego wyrabia mu się zmysł językowy, którego tak bardzo brakuje polskim politykom.
Druga wiadomość to żądanie niejakiego Orzechowskiego, zagorzałego homofoba i pogromcy ewolucjonizmu, który ongiś był wiceministrem edukacji, żeby pozbawić polskiego obywatelstwa dwóch piłkarzy niemieckiej reprezentacji, którzy śmieli zagrać przeciwko polskiej reprezentacji narodowej. Panu Orzechowskiemu zalecam elektrowstrząsy, codzienne apele z podnoszeniem flagi i dużą ilość miodu (koniecznie polskiego) z mlekiem (a jakże, od polskiej krowy). I podpowiadam kilku innych Zdrajców Narodu Wybranego, którym według kryteriów i logiki (?) pana Orzechowskiego i w nawiązaniu do narodowych tradycji roku 1968 należy natychmiast odebrać polskie obywatelstwo, również pośmiertnie. Oczywistym kandydatem numer jeden jest Jan Paweł II, znany wcześniej jako Karol Wojtyła, który nie tylko wyemigrował ale został głową obcego państwa i zatrudniał obcych obywateli… Drugi, zaocznie i w trybie doraźnym powinien być Mrożek, bo nie dość, że emigrował aż dwa razy to jego książki są takie niepatriotyczne. Co dalej? Polański? Wolszczan? Cała Polonia w Chicago i okolicach? Do dzieła… A może okaże się, że taniej będzie po prostu zapewnić panu Orzechowskiemu opiekę specjalistyczną na odpowiednim poziomie? Koniecznie z opowiadaniami Kafki do poduszki…
A najlepiej całą rzecz jak zwykle skwitował Makowski.
Tags: polityka · polska · społeczeństwo